Jak raczej nie delegować zadań?

Poznaj typowe błędy w delegowaniu zadań i sprawdź 3 proste kroki, jak mądrze przekazywać odpowiedzialność i uniknąć mikromanagementu
Jak raczej nie delegować zadań?

Co robi liderka, która już naprawdę chce zacząć delegować?

Kamera nagrałaby to tak:

W poniedziałek popołudniu liderka Gosia zleca Asi zadanie - powiedzmy, że ma przygotować ofertę dla nowego klienta. Asia zadanie przyjmuje. Umawiają się na omówienie oferty w piątek, bo w kolejny poniedziałek trzeba ją słać do klienta.

Asia ma więc około 3 dni na przygotowanie swojej propozycji, którą ma omówić z Gosią. Asia wie, że jeśli w międzyczasie będzie miała jakieś pytania, Gosia będzie more than happy, żeby na wszystkie odpowiedzieć.

To, czego kamera nie pokazuje:

Że liderka Gosia ma wielkie, mocne postanowienie: żadnego mikromanagementu NIE BĘDZIE. Nie będzie ingerować („nie ograniczaj kreatywności!”), nie będzie się wcinać ze swoimi pomysłami („nie blokuj proaktywności!”), nie będzie uczulać na ryzyka, które widzi („nie nastawiaj jej źle!”).

Stara się jak pieron, by być entuzjastyczna, otwarta i elastyczna.

Aż przebiera nóżkami na myśl, ile Asia będzie miała pytań – bo ona na jej miejscu miałaby ich tak mniej więcej milion.

Gosia jest z siebie zadowolona: udało jej się coś wreszcie zdelegować! I to nie byle co! Do tej pory zawsze sama ogarniała oferty dla nowych klientów, a potem wkurzała się na siebie, ze jest taka niezastąpiona i nie może iść na urlop.

Tym razem się zawzięła: podzieli się odpowiedzialnością, zaufa ludziom i da im wolną rękę, a na pewno ludzie zaskoczą ją swoim przygotowaniem, pomysłami i starannością (ona właśnie tak by się zachowała, gdyby ktoś dał jej taką szansę).

Asia tymczasem milczy. Przez pierwsze dwa dni nie dzieje się absolutnie nic.

Co się wtedy dzieje w zespole?

W czwartek Gosię zaczyna już trochę mierzić. Przebiera nóżkami na home offisie, podgląda komunikację z klientem, sprawdza, czy nie zawiesił jej się slack. W końcu postanawia zagaić Asię.

Zagaić, nie zapytać, takie tylko luźne zagajenie, przecież ludzie się zagajają w pracy, nie?

Pisze kilka wersji, konsultuje je z chatem. Żeby tylko nie wyszło pasywno-agresywnie. Broń boże z zabarwieniem kontroli albo braku wiary. W końcu, po próbie wyczucia jaki Asia ma dzień, odpala swój mały-miły-przyjacielski-ale-jednak-granacik:

A jak tam oferta dla klienta? :)))))
(tak, Gosia pamięta o uśmiechniętych buźkach, nie mrugających!).

Na co Asia odpisuje:

yyy jaka oferta?

W tym momencie Gosia dostaje zawału, pocą jej się ręce i ma ochotę odpalić wszystkie możliwe granaty. Wie, że Aśka ma tylko jedną ofertę do zrobienia.

TYLKO-JEDNĄ-CHOLERNĄ-OFERTĘ-DO-ZROBIENIA-NOSZ-KUTWA.

Delegowanie w stylu "huzia na józia"

Podejrzewam, że Gosia wpadła w pułapkę “albo wszystko, albo nic”. Albo kontroluję każdy krok i sprawdzam slacka co 5 minut, albo daję pełną wolność i zamykam oczy na 4 dni.

Delegowanie zadań i wyznaczanie celów bez wyznaczenia zasad i ram jest jak oddanie kluczyków do Twojego opla komuś, kto dopiero uczy się prowadzić.

No może i ruszy z miejsca, no może nawet dokądś dojedzie - ale jak, dokąd i kiedy? Nie wiadomo.

Musisz ustalić zasady zanim w ogóle ruszycie z miejsca.

Zamiast dawać wolną rękę i wspaniałomyślnie czekać na pytania, upewnij się, że przeszłyście przez 3 proste kroki.

3 proste kroki:

  1. Parafraza - zapytaj wprost: „Jak zrozumiałaś to zadanie i od czego planujesz zacząć?”
  2. Check-in - umówcie się z góry: „Asia, we wtorek o 14:00 rzucimy okiem na Twój pierwszy szkic, żeby upewnić się, że idziemy w dobrą stronę”. O dawaniu feedbacku możesz przeczyta tutaj.
  3. Definicja sukcesu: określcie dokładnie, jak ma wyglądać efekt końcowy (chcesz dostać draft prezki w canvie czy wystarczy ci rozpiska slajdów w wordzie?)

Właśnie takich twardo-miękkich mechanizmów kontraktowania zadań uczę w moim programie mentoringowym Starterpack dla Liderki.

Rozbrajamy tam lęk przed oddawaniem kontroli, układamy matryce decyzyjne i uczymy się, jak oddawać odpowiedzialność tak, żeby nikt nie dostał zawału ;)

Martyna Orlik Coach Trenerka

Martyna Orlik

Zbudowałam międzynarodowe zespoły i wyprodukowałam setki animacji, ale największą frajdę dawało mi wspieranie ludzi. Dziś robię to na pełen etat jako coachka i trenerka - pomagam innym zaktualizować system i znaleźć własny kierunek.

Reszta wpisów

Zobacz wszystkie