Ja chyba nigdy nie zrobię tego portfolio. Jak pracuję dla kogoś, to robię wszystko nawet przed czasem, a dla siebie nie potrafię zrobić nic.
Pomysł, który odkładasz. Projekt, który robisz latami i wstyd Ci przed sobą. „Projekt-wyrzut sumienia”.
Jak to możliwe, że nie możesz zacząć albo dokończyć czegoś, na czym w sumie Ci zależy? Przecież niby rozumiesz, dlaczego to jest ważne. A jednak lipa.
I pytam wtedy: dobra, to powiedz jak to wyglądało do tej pory? Co Ci się pojawiało w głowie, gdy masz siadać do tego przykładowego portfolio?
- Lęk, że inni będą to oceniać
- Lęk, że mam za słabe prace
- Lęk, że to zbyt niszowe i nikt nie kupi
- Paraliż, bo tyle jest do zrobienia
- Dezorientacja, nie wiem od czego zacząć
- Poczucie, że wszyscy umieją więcej ode mnie
I jeszcze ten research, który sprawia, że się porównujesz do innych. I nawet jeśli zaczynasz pracę nad TYM projektem z ekscytacją, to potem w końcu i tak lądujesz w internecie (na behance, pintereście czy czego tam używasz), widzisz wszystkie te super prace tych wszystkich super osób i myślisz o sobie: „no z czym do ludzi?”.
A ja Ci się wcale nie dziwię, że nie chcesz robić tego portfolio, skoro właśnie z tym Ci się ono kojarzy: z czuciem się gorzej od innych. Ja bym też to odkładała ile wlezie! :D
No dobra, to o co tak naprawdę chodzi...?
Czym naprawdę jest „projekt-wyrzut sumienia”?
„Projekt-wyrzut sumienia” ma najczęściej dwa wymiary.
- To taki projekt, który przybliżyłby się do bycia tym, kim chcesz być.
Projekt, który spełniałby jakieś Twoje marzenie: np. niezależne życie na freelansie (projekt „portfolio”), stanowisko creative director w tym popularnym studio projektowym (projekt „zmiana pracy”), bycie reżyserem (projekt „własny film animowany”).
- Jednocześnie, „projekt-wyrzut sumienia” to pomysł, który konfrontuje Cię z lękami i przekonaniami na swój temat: „co jak i tak nie znajdę klienta?” (projekt „portfolio”), „co jak mnie nie przyjmą?” (projekt „zmiana pracy”), „czy ja w ogóle umiem być reżyserem?” („własny film animowany”).
Jest to więc całkiem niezła mieszanina ekscytacji i lęku, dopaminy i kortyzolu, „chcę!” i “nie chcę” jednocześnie! Umiem i nie umiem.
I trzeba do tego podejść metodycznie :)
Najczęstsze błędy w realizowaniu „projektów-wyrzutów sumienia”
1. Widzisz jeden wielki worek zamiast kilku małych woreczków
Nie działa, bo: trudno się zabrać za coś, co jest wielkie, bezkształtne i skończyć to w jeden dzień.
Zadziała, jeśli: rozpiszesz ten przykładowy projekt „portfolio” na małe kroczki, np. wybrać projekty, które chcę pokazać → wrzucić do jednego folderu → zastanowić się nad strukturą case study→ przygotować teksty → itd.
2. Masz to w głowie, czyli masz to w dup**
Nie działa, bo: myślenie o czymś nie sprawia, że masz coś przemyślane. Musisz to gdzieś zapisać albo narysować.
Zadziała, jeśli: usiądziesz i zaczniesz spisywać z czego ma się składać to portfolio, kto ma je zobaczyć, jak ma tam trafić, co powinien tam zobaczyć / przeczytać, żeby Cię zatrudnić.
3. Musisz mieć na to cały weekend
Nie działa, bo: kto kiedyś miał cały weekend na jedną rzecz? A Ty nadal myślisz, że musisz mieć „wolną głowę”, 8h snu za sobą i porządek na biurku, bo inaczej PO PROSTU NIE UMIESZ. Umiesz inaczej, uwierz mi. Spróbuj przez 10 minut.
Zadziała, jeśli: będziesz pracować codziennie albo co drugi dzień po 30 minut. Zadziała, jeśli po prostu przestaniesz szukać idealnych warunków i weźmiesz, te które są (Tak, wiem, myślisz teraz: „30 minut?! to się nawet nie opłaca zaczynać”. Opłaca się.)
4. Mylisz prokrastynację z lękiem
Nie działa, bo: Problemem nie jest brak czasu, lenistwo albo to, że korzystasz ze złego plannera. Prawdziwym blokerem są Twoje przekonania: o tym, co potrafisz, kim jesteś i po co możesz sięgać.
Zadziała, jeśli: Przyjrzysz się sobie. Zdefiniujesz, na czym Ci zależy. Zrozumiesz SENS robienia tego cholernego portfolio. Zidentyfikujesz swoje blokady i je rozbroisz. Pomyśl, jakby to było myśleć o sobie dobrze. Fajnie, nie? :)
To od czego zacząć realizację?
Przyjrzyj się tym opisanym przeze mnie blokadom i pomyśl, która z nich opisuje Twoją sytuację najtrafniej.
I od niej zacznij.
A co, jeśli wszystkie po trochu?
Jak mam być szczera, a mam, to zaczęłabym od ostatniego punktu - pracy ze swoimi przekonaniami. To działa cuda, serio. Możesz to zrobić samodzielnie, korzystając z mojego zeszytu ćwiczeń, możesz poprosić o to przyjaciółkę lub partnera, a możesz też umówić się ze mną za bezpłatną konsultację i sprawdzić jak ja mogłabym Cię w tym wesprzeć.
PS do tego całego researchu, który polecają robić wszyscy spece od marek osobistych, a którego ja nigdy nie zrobiłam, bo czułam się po nim gorzej zamiast lepiej:
Tak, są lepsi od Ciebie. Ale wiesz co? Są też gorsi :)
[Ten artykuł napisałam dla Design Practice w ramach gościnnego newslettera. Możesz się do niego zapisać tutaj - warto :)]





