Czy życie to coś więcej niż praca?

Kim jesteś, gdy nie zarabiasz? Czy praca musi mieć sens? Obalam mit workizmu i sprawdzam, co zostaje z człowieka bez etatu i pensji
Czy życie to coś więcej niż praca?

Myślę, że to wspaniale, że trafiłam na tę książkę akurat teraz:

  • kiedy część rzeczy, które robię, nazywam “pierdołami”, a muszę je robić, żeby mieć pieniądze,
  • kiedy piszę w notatniku, że jestem wybitna, a jednocześnie wciąż czegoś muszę się uczyć i wciąż czegoś nie wiem,
  • kiedy pracowanie kojarzy mi się wyłącznie z robieniem “wielkich i wspaniałych rzeczy”, a jednocześnie są takie niedziele, kiedy w ogóle nie chce mi się do takiej pracy iść i robić tych wielkich i wspaniałych rzeczy,
  • kiedy są momenty wielkiego flow, ale też wielkiego znużenia,
  • kiedy uwielbiam pracę z ludźmi i jednocześnie nie chcę z nikim rozmawiać,
  • kiedy elastyczny czas pracy oznacza, że mogę nie pracować cały dzień, ale też że będę pracować w sobotę albo czekając w kolejce do lekarza.

Jak tu to wszystko pomieścić? Czy znużenie pracą marzeń oznacza, że to jednak nie jest praca marzeń? Czy minimum poczucia finansowego bezpieczeństwa oznacza dla mnie szansę czy ryzyko? Przyspieszam nim czy opóźniam? Czy plusy i minusy zawsze dają zero?

Życie to coś więcej niż praca Simone Stolzoffa to książka, która pozwoliła mi zejść na ziemię. Zejść, nie spaść. Poniżej piszę o przekonaniach dotyczących pracy, jakie opisuje autor, oraz o moich doświadczeniach w tym obszarze.

Czym jest workizm?

Jedną z moich pierwszych prac, na której zarobiłam prawdziwą kasę, było wkładanie ogórków do słoika w jakiejś niemieckiej fabryce. Wstawałam pewnie o 4 lub 5 i przez 12h… wkładałam ogóry do słoika. W białym fartuchu, czepku na głowie, w świetle białych jarzeniówek, z zimnymi rękami w lateksowych rękawiczkach. 

To było prawie 20 lat temu (!!!!!!!), trwało 2 miesiące, pozwoliło mi kupić laptopa na studia i trochę ciuchów. Wracając, czułam się jak milionerka z walizką pieniędzy. Czułam też, że straciłam dwa miesiące życia i postanowiłam, że nigdy więcej tam nie wrócę.

To była moja pierwsza deklaracja niepodległości i manifest mojego stosunku do pracy: wolę zarabiać mniej pieniędzy, ale byleby ta praca miała sens. Potrzebuję pracy mózgu, nie rąk. Moja babcia pukała się w czoło i nie rozumiała jak mogę podjąć taką głupią decyzję. 

No i właśnie: sens. Czy wkładanie ogórków do słoika ma sens?

Stolzoff definiuje workizm jako przekonanie, że praca jest nie tylko źródłem utrzymania, ale centralnym punktem tożsamości człowieka i głównym sposobem na znalezienie sensu życia.

Czy wtedy, kiedy wracałam z Niemiec, centralnym punktem tożsamości była dla mnie praca? Nie centralnym, ale całkiem blisko centrum. Na pewno już wtedy była to część mojej tożsamości, a skoro tak: jak miał się do niej zielony ogór w słoiku? Nijak. I nie wróciłam tam. W dużej mierze uprawiałam wtedy workizm - nie umiałam pogodzić ogórków i siebie. Nie umiałam oddzielić pracy od siebie. Bałam się o swój wizerunek.

Sytuację, kiedy to, co robisz w pracy zlewa ci się z tym, kim jesteś, Stolzoff nazywa “mitem”.  Pasuje mi tu to słowo, bo jest nośnikiem równowagi. A to równowagi akurat teraz potrzebuję, żeby kompletnie nie odlecieć od tego gadania i pisania o pracy jak o najważniejszej rzeczy w życiu moim i moich klientów.

Mit: jesteś tym, co robisz

Pamiętam moment, kiedy przyszła do mnie ostatnia wypłata z etatowej pracy. Do nowej było jeszcze baaaardzo daleko, nie miałam jeszcze zasiłku, byłam bezrobotna. Czyli miałam 0 zł przychodu w przyszłym miesiącu. I nie wiedziałam kiedy będę miała jakikolwiek przychód.

Wpadłam w taką panikę, że znalazłam pracę w 2h - w pobliskiej kawiarni. Akurat znałam właścicielkę Anię, a ona akurat kogoś szukała. Pamiętam to uczucie, które nawet zwerbalizowałam: czy ja coś jestem warta, jeśli nie przynoszę do domu pieniędzy? Czy ja coś znaczę, gdy nie zarabiam?

Kim jesteś poza pracą?
Kim jestem, gdy nie pracuję?
Co robię?
Jak spędzam czas?
Z kim się spotykam?
Czy funkcjonuję w kontaktach innych niż praca?
Czy wszyscy moi znajomi to ludzie z pracy?
Czy w czasie wolnym… pracuję?

Chodzi o definicję człowieka, którym jesteś. Twoje role i konteksty. Im bardziej pozwalasz, by definiowała cię tylko jedna część twojej tożsamości, tym mniej jesteś odporna na zmiany. Im mniej jesteś złożony, tym większe ryzyko, że stres z jednego obszaru życia rozleje się na wszystkie inne.

Jeśli jesteś tylko osobą, która pracuje, co zrobisz, gdy stracisz pracę albo po prostu nie będziesz mogła pracować, jak ja po urodzeniu syna? 

Co zrobić, by zadbać o większą złożoność swojego “ja”?

  • Robić rzeczy po pracy: uprawiać ogródek, składać modele, kolorować, grać w gry,
  • Robić te rzeczy i nie na nich nie zarabiać: nie komercjalizować swojego hobby, nie zamieniać relaksu w zarabianie, robić coś BEZ SENSU,
  • Spotykać się z ludźmi, poznawać nowych, przebywać w nowych kontekstach i grupach, wystawiać się na świat,
  • Dbać o ważne relacje, pilnować spotkań, ustalać terminy z przyjaciółkami, nie czekać aż ktoś to wreszcie zorganizuje,
  • Odkładać telefon, gdy przebywasz z ludźmi, nie sprawdzać powiadomień,
  • Nie pracować w weekendy i w czasie urlopu,
  • Nie sprawdzać maila po pracy,
  • Nowo poznanych ludzi pytać: “Co lubisz robić w wolnym czasie?” zamiast “Gdzie pracujesz?”.

Nie poszłam wtedy do tej pracy w kawiarni. Byłam na tyle przytomna, że złapałam ten moment, kiedy zaczęłam kwestionować swoją wartość jako człowieka, bo tak bardzo miałam ją zlepioną z zarabianiem swoich pieniędzy.

Zaczął mnie utrzymywać mój mąż, a ja zaczęłam się uczyć jak to jest, kiedy ktoś się o Ciebie troszczy i bierze kasę na siebie.

W kolejnym wpisie opiszę kolejny mit, który jest we mnie bardzo głęboko, zresztą nie tylko we mnie: MIT WYMARZONEJ PRACY.

Martyna Orlik Coach Trenerka

Martyna Orlik

Zbudowałam międzynarodowe zespoły i wyprodukowałam setki animacji, ale największą frajdę dawało mi wspieranie ludzi. Dziś robię to na pełen etat jako coachka i trenerka - pomagam innym zaktualizować system i znaleźć własny kierunek.

Reszta wpisów

Zobacz wszystkie